O autorze
Biegaczka z marzeniem zakwalifikowania się na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016r. Biega od 14 lat i genetycznie kontynuuje pasję do długich dystansów. Popularyzatorka biegania, która na własnym przykładzie pokazuje, że droga do celu jest najpiękniejszą, a marzeń nie należy się bać. Cel, odwaga, uważność i praca, praca, praca. Redaktor TreningBiegacza.pl oraz Redaktor prowadząca TreningBiegaczki.pl, Project manager w Agencji eventowo-telewizyjnej Tabasco, Aktor dramatu, Biolog molekularny, współpracownik Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

LUBIĘ TO I TAMTO, CIEBIE TEŻ

Można zwariować, można się zgubić – jakie ja mam rozsportowione towarzystwo, znajomych, których widuję czasami, od święta, albo w ogóle, bo w sumie to nie miało się okazji poznać w realu. Można się złapać na tym, że ma się tego już dość, bo jakby tak jakoś ma się wrażenie, że świat skupia swoją uwagę tylko na sporcie i szklankach potu wypijanych na śniadanie.


LUBIĘ TO I TAMTO, CIEBIE TEŻ

Proszę Państwa - nie ma co ukrywać – Facebook cały czas na podium, a tuż za nim plasują się Twitter i Instagram. Które z nich zajmuje piętro drugie, a które trzecie, to także nie ważne. Ważne natomiast jest to, że jakkowiek można odsuwać dalej i jeszcze dalej głowę od ekranu komputera, to jak sprężyna wraca ona na swoje miejsce i lokuje wzrok na okienkach codziennych informacji polubionych przez nas profili.


Jezu - wszyscy coś robią - biegają, jeżdżą na rowerze, machają sztangami, fotografują basenowe lacze i wyginają śmiało usta wsiorbując nowości wege smufisów. Wężymord-czarny, topinambur, a do tego ja tu i ja tam, z nimi i jeszcze raz sam. Ta dam, ta dam.

Można zwariować, można się zgubić – jakie ja mam rozsportowione towarzystwo, znajomych, których widuję czasami, od święta, albo w ogóle, bo w sumie to nie miało się okazji poznać w realu. Można się złapać na tym, że ma się tego już dość, bo jakby tak jakoś ma się wrażenie, że świat skupia swoją uwagę tylko na sporcie i szklankach potu wypijanych na śniadanie.

Można, ale jest jedno ale…

Żadnym odkryciem, choć sytuacją która umknęła pewnej uwadze jest fakt, że sam wybierasz przycisk ‘Lubię To’. Twoje zainteresowania skupiają się głównie na dziedzinach wyżej ujętych, więc pretensje możesz mieć tylko do siebie, że wyświetlają się only newsy z tego świata.

Tylko czy słusznie zwać to pretensją?

Jeżeli potraktujemy portale społecznościowe jak źródło wiedzy dopełniającej nasze pasje i hobby, weźmiemy je jak codzienną prasę, Wiadomości z Panoramą razem ujęte, a nie element naszego życia bez którego nie potrafimy funkcjonować, to sytuacja powinna być bardziej jasna, klarowna i mniej irytująca. Dodatkowo jeżeli potraktujemy portale jak nowoczesnego gołębia z kontaktami w dziobie, to też jakoś robi się mniej agresywnie, a najeżone włosy opadają na zarys mięśnia przedramienia.

Ale o co chodzi?

Chodzi o to, że jakkolowiek można się oburzać na czas marnowany przed komputerem, to portale pozwalają budować społeczność.
Grupę osób tych samych radości i tych samych kryzysów. Codzienność nie zawsze pozwala, a w sumie w ogóle nie daje szans na to, aby spotykać się ze wszystkimi znajomymi każdego dnia i współdzielić czas. Nie wiem, nie ma mnie, zarobiony jestem. Łap mnie if ju ken. Zresztą nie każdy znajomy jest kumplem od spaceru, kawy, choć co paradoksalne gdyby tak zaproponować wspólny trening, to i obcy stanie się na chwilę jak przyjaciel. Poklepie po ramieniu, krzyknie ‘ciśnij, dajesz, walcz’, co przybliża, bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w bólu, żeby nie powiedzieć w biedzie.


Sam nie znaczy samotny. W sumie zawsze można tryknąć, zaczepić i jakoś sprowokować rozmowę, aby podzielić się życiówką, kosmiczną prędkością dzisiejszego biegu, obłędnym smakiem dania i nowo zakupionym bądź wygranym egzemplarzem turbo-fantastycznego tego i owego.

I dobrze i fajnie, bo owa grupa zagadanych jest docelowa. Jest tą, która wysłucha, bo zadeklarowała, że 'To Lubi', że Cię akceptuje, że wspiera i jest. Głupio nie odpowiedzieć, gdy znajomy prosi o radę, albo wylewa żale bo mu się ciało przeciążyło, naderwało i błaga o pomoc. Z drugiej strony fajnie jest zbierać gratulacje, gdy pochawaliło się wygraną okupioną ciężką walką o trzy tysiące osiemset sześćdziesiąte miejsce na zawodach. To nic, to co! Cieszą się wszyscy, bo wszyscy wiedzą ile czasu i potu wymaga codzienna praca nad pasją. Pasją, którą się kocha, którą kochają wszyscy po swojemy, ale tak samo.


Co ważne?

Nie zostać samemu.

- Samemu jest przykro, samemu jest ciężej.
- Gdy 1 = 0 to smutek.
- Chyba tak.
- Smutno.
- Cicho.
- Nikt się nie uśmiecha, nikt nie podnosi kciuka.

Siłą znajomych, siłą grup jest ich z definicji określona wieloosobowość. Siłą grup docelowych jest ich wspólna pasja.
Zawsze możesz dołączyć, być i funkcjonować w małym społeczeństwie. Chcesz to się udzielasz, razem trenujesz, dajesz kopa i motywację. Nie chcesz to czytasz, myślisz i czasem polubisz. Ale jesteś, ale nikt Cię nie wyrzuca i nie kwestionuje czy Twój kilometr w 9min./km jest cienizną, gdy akurat dla Ciebie jest Everestem prędkości. Okraś to fotą potu, a dostaniesz morze lajków za wytwałość, za wiarę i uśmiech. Za to, że jesteś z nami – hurra, hurra!


Ostatnia wypowiedź Justyny Kowalczyk o depresji, samotności, lękach i nieprzespanych nocach zawodowego sportowca wzbudziła głośne dyskusje. Otwarcie przyjęto odwagę uzewnętrznienia emocji jakie ją tłamsiły. Potraktowano ten gest jako wyważenie drzwi problemu, który nęka wiele osób. Podziękowano jej.

Co jednak otworzyło oczy jeszcze bardziej...
to pewna sprowokowana sytuacją dyskusja na temat. Nie kwestionuje ona ciężkiej pracy “pro’sów” i życia podporządkowanego schematowi :
“jem-trenuję-jem-śpię-trenuję-jem-śpię /24h/365dni”.


Zwróciła ona natomiast uwagę na współtowarzystwo, na dotyk, czułość, bliskość, jednym słowem obecność drugiego człowieka. Żywego człowieka. Bliskiej osoby. W idealnym przypadku na miłość, na rodzinę, na przyjaciół, na wsparcie w najcięższych chwilach załamania. Trwanie nie tylko w tryumfie, nie tylko współwchodzenie na podium i gryzienie złotego krążka, ale przede wszystkim na przytuleniu, gdy łza zmęczenia leci po policzku, na wysłuchaniu patrząc w oczy, gdy coś poszło wbrew i nie tak, albo po prostu na byciu obok oddech w oddech, skóra w skórę.


Trochę paradoks – miliony fanów i szklane oczy.

- Jak łatwo pogubić się w tym świecie.
- Jak łatwo nie zauważać prawdziwego życia.
- Jak łatwo oceniać sytuacje powierzchownie i nie zastanawiać się co kryje się za tym uśmiechem.

Trudno jest też w ten sposób analizować każdy dzień, a każdego podejrzewać o drugie życie. Ale może warto czasami się zastanowić, a ze znajomymi spotkać się oko w oko, a gdy potrzebuje się pomocy – to po prostu o nią poprosić?

Ci, którzy mają pomóc – pomogą i może wówczas z tysiąca znajomych pozostanie jeden…
Trwa ładowanie komentarzy...