O autorze
Biegaczka z marzeniem zakwalifikowania się na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro w 2016r. Biega od 14 lat i genetycznie kontynuuje pasję do długich dystansów. Popularyzatorka biegania, która na własnym przykładzie pokazuje, że droga do celu jest najpiękniejszą, a marzeń nie należy się bać. Cel, odwaga, uważność i praca, praca, praca. Redaktor TreningBiegacza.pl oraz Redaktor prowadząca TreningBiegaczki.pl, Project manager w Agencji eventowo-telewizyjnej Tabasco, Aktor dramatu, Biolog molekularny, współpracownik Fundacji Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Bieganie - narzędzie do wyniszczenia?

Czy mówiąc o bieganiu powinno się poruszać temat negatywnych skutków tego sportu? Aby z pełną świadomością móc odebrać poniższą treść, należy zrozumieć, że słowo klucz to - narzędzie. Dokładniej - bieganie jest tylko narzędziem w rękach osób, których psychika nakazuje dążyć do ślepego celu, a co może doprowadzić do wyniszczenia organizmu. Osoby te zdają się rozumieć, że żyją z problemem, jednak trwanie w byciu jednostką silną, mocną i ambitną, nakazuje pozostać w swoim postanowieniu.

Wiele mówi się o zdrowotności biegania, o jego cudownym wpływie na ciało, a także o uleczaniu za jego pomocą duszy. Niestety, dochodzi do paradoksu, kiedy to samo bieganie, a dokładniej jego efekty, mogą zostać użyte jako narzędzie wyniszczające organizm. Problem jest skomplikowany i dotyka przede wszystkim dwóch grup osób – tych z obsesją odchudzania oraz tych, którzy przekonani są, że niższa waga startowa to droga po laur zwycięstwa.

PUŁAPKA.
Temat odchudzania trafił na pierwsze strony gazet kilka lat temu, głośno zaczęto rozmawiać o otyłości, ale i anoreksji czy bulimii. Zdawałoby się, że wszystko zostało powiedziane, a społeczeństwo wyedukowano do tego stopnia, że otaczają nas same świadome jednostki. Prawdą jest jednak, że dostarczenie czystej wiedzy jest bezużyteczne w konfrontacji z psychiką człowieka, która zawsze zmierzała będzie w kierunku ideału. W konsekwencji osoby mądre niejednokrotnie czynią sobie wbrew.

Temat delikatny, ponieważ intymny, związany z kompleksami i niedoskonałościami. Dotyka zarówno tych, których nadwaga jest zauważalna, jak i tych, którzy prezentują idealną figurę. W przypadku osób otyłych istnieje większe prawdopodobieństwo otrzymania wsparcia. Materiał do zmiany widać gołym okiem, a chęć pomocy z zewnątrz ułatwia pracę nad sobą.
Osobom ze sportową sylwetką bywa niejednokrotnie cięższej. Ich zmagania okazują się trudniejsze, ponieważ walka z założenia skazana jest na samotność odbywającą się w psychice. Brak naocznego kłopotu powoduje brak zainteresowania otoczenia i niejednokrotnie reakcje negatywne na wyimaginowane i odrealnione problemy. Niezrozumienie prowadzi do zamknięcia się w kokonie własnych emocji.
Bo jak tu zrozumieć piękną, zgrabną biegaczkę bądź doskonale zbudowanego i smukłego biegacza, którzy narzekają, że ważą za dużo?

JAK TA SYTUACJA ODNOSI SIĘ DO BIEGANIA?

Zacznijmy od tych, którzy nigdy nie uprawiali sportów, a którzy zaczęli dusić się we własnym ciele. Przekonanie o niewłaściwych proporcjach, o nadmiarowym bagażu tkanki tłuszczowej oraz nieestetycznym wyglądzie – doprowadza do podjęcia decyzji o odchudzaniu. Zrozumiałym jest chęć zrzucenia kilku czy nawet kilkunastu kilogramów w przypadku osób z nadwagą, w nadziei odzyskania zdrowia i sprawności.

Praktycznie każda osoba, która rozpoczęła walkę z dotychczasowym, krępującym ciałem, szuka najszybszej i najkrótszej drogi do osiągnięcia celu. Wiadomym jest, że aby zrzucić wagę, należy mniej jeść, a dokładniej zachować ujemny bilans energetyczny plus uprawiać sport.
Wybór bardzo często pada na bieganie, gdyż łączy ono oba powyższe warunki. Zapewnia solidną dawkę ruchu, w pozornie krótkim czasie ujawnia rezultaty, jest praktycznie bezkosztowe, możliwe do realizacji w każdym miejscu, o każdej porze roku, uniwersum. Bieganie to doskonały spalacz kalorii, umożliwiający utrzymanie równowagi pomiędzy energią spalaną, a dostarczaną.

Problem zaczyna pojawiać się w momencie, gdy dochodzi się do punktu - granicy, gdzie należałoby powiedzieć stop. Kiedy cel został osiągnięty, ale myśli o swojej niedoskonałości nadal przysłaniają codzienność. Gdy każdy ruch analizowany jest pod kątem prawidłowości w utrzymywaniu swojej starej, już spełnionej obietnicy – muszę być chudy i zrobię wszystko, aby to podtrzymać.

Droga prowadząca do całej gamy chorób o podłożu psychicznym, jak anoreksja czy bulimia, które swoje odbicie mają w podupadającym stanie fizycznym.
Granicy nie widać.
Ci, którzy znaleźli się w tym miejscu, stosują metody radykalne. Grupę tę reprezentują niezwykle silne osobowości, gotowe do wielu poświęceń. W ten sposób osiągają spełnienie, które jednak stale należy podsycać, gdyż małe odstępstwo od rozpisanego w ich głowach harmonogramu działań zostaje odebrane jako wielka, życiowa porażka. Krok za daleko zostawia człowieka sam na sam z własnym poczuciem beznadziejności, które potęgowane jest często problemami życia codziennego i nieustannym doszukiwaniem się w sobie wad. Brak samoakceptacji.

Bieganie zostaje u nich wykorzystane jako przyrząd do wybiegania problemów głęboko zakorzenionych w podświadomości. Endorfiny wydzielane podczas biegu – uśmierzają i zagłuszają wewnętrzne wołanie o pomoc.
Coś, co dla zdrowego człowieka jest źródłem radości, dla osoby chorej staje się przykrym, ale koniecznym obowiązkiem. Bieganie jest wówczas wyłącznie machiną, dzięki której w dość krótkim czasie można uzyskać pożądany efekt.
Nie ma tu mowy o pasji. Satysfakcja nie dotyczy rozkoszowania się pięknem tego sportu, a spadającą wskazówką wagi oraz udowodnieniem sobie własnej wartości.

Bieganie uzależnia. Jest to duża zaleta, o której wspomina niejeden biegacz. Wciąga i pozwala okiełznać wiele charakterów. Niestety, osoby nieustannie dążące do atencji w oczach otoczenia, łączą uzależnienie perfekcjonizmu z naturalnym uzależnieniem, które cechuje bieganie. Taka kumulacja nałogów jest niebezpieczną, gdyż jej początki pozostają niezauważalne.
Podziw otoczenia dla konsekwencji w zmierzaniu do marzeń, asertywności, zachwyt nad promieniującą energią mocy i sukcesu. Nieświadomy doping w przekonywaniu osób chorych, że droga którą podążają jest słuszna. Każde słowo pochwały staje się pożywką dla wytrwałości w drodze do wyniszczenia.
Silne jednostki zostają zmiażdżone i pokonane przez własną naturę.

Przyglądając się bliżej, słuchając i obserwując takie osoby, można zauważyć bezradność dziecka, które nie radzi sobie z własnym ja. Pragnienie sprostania wszystkim narzuconym na swoje barki wyzwaniom, które z założenia są wygórowane i skazane na porażkę, ponieważ nastawione na 100% skuteczność i idealność w wykonaniu, prowadzi w końcu do poczucia beznadziejności i bezwartościowości.
Bieganie to tylko przykrywka, która pozwala poczuć się choć na chwilę lepszym, ważniejszym. Warunkiem chwilowej radości, złudzenia, że właśnie odnalazło się kontrolę nad swoim życiem jest trening zakończony sukcesem, gdy dało się z siebie wszystko, a osiągnięte założenie zostało spełnione. Gdy jednak powrót do domu kończy się niezadowoleniem, nieosiągnięciem zaplanowanych minimów odległości czy prędkości, wówczas bardzo płynnie przejść można do drugiej grupy wspomnianych osób – biegaczy, dla których celem działań jest ambicja każdorazowej poprawy własnej życiówki.

Grupa druga charakteryzuje się dążeniem do nieustannego osiągania najlepszych z możliwych rezultatów. Całkowite nastawienie na czas, tempo. Perfekcja w byciu jeszcze lepszym, jeszcze szybszym. Tymi cechami można obdzielić wielu pasjonatów sportu i to one są główną siłą motywacyjną, jednak problem zaczyna pojawiać się w momencie, gdy dochodzi się do martwego punktu swoich działań, kiedy to wkładana energia i wysiłek nie równoważą się w osiągnięciami. Postawione poprzeczki nie chcą drgnąć i pojawiają się wątpliwości dotyczące własnego ja. Poszukuje się metod i rozwiązań, które pchną machinę do przodu. Jedną z nich jest waga, a precyzyjniej jej zrzucenie. Prawdą jest bowiem, że im niższa waga startowa, tym szybszy bieg.

Przyglądając się czołówce biegaczy, to co najpierw rzuca się w oczy, to ich chude sylwetki. Brak tkanki tłuszczowej, za to dokładnie widoczne mięśnie.
Spora liczba biegaczy, to jednak półprofesjonaliści, nie zawodowcy. Porównywanie się do osób zwanych ideałem nie tylko pod kątem figury, ale i osiągnieć – doprowadzić może do ruiny fizycznej i psychicznej.
Im bardziej amator zaangażowany w pasję, im więcej czasu jej poświęca i im więcej stosuje wyrzeczeń, tym bardziej gotowy jest do skrajnych rozwiązań. Często wybór pada na głodówkę połączoną z serią wyczerpujących treningów. Doświadczenie przeprowadzone na własną rękę, bez całego zaplecza specjalistów czuwających nas stanem zdrowia i kondycją sportowca.

Zrzucenie wagi zdaje się być najprostszym punktem, w stosunku do ilości pracy poświęconej na uprawianie sportu. Wielu biegaczy przekonanych jest o sporej wiedzy na tematy okołobiegowe, o czym świadczyć ma kilka przeczytanych książek. Nieumiejętność w manewrowaniu na tym polu często prowadzi do wyniszczenia organizmu. Znane są przypadki biegaczy tracących zęby czy łamiących kości, gdyż ich organizm dosłownie zjadał siebie od środka.

Mądrzy biegacze, którzy zdają się wypierać informacje, że problem dotyczy właśnie ich. Wychodząc na trening czują, że krańcowa metoda walki o marzenia powoli odbiera im siły, ale nadal nie dopuszczają do siebie myśli o chorobie. Zapętlają się w przekonaniu, że bycie wychudzonym to jedyna słuszna droga. Paradoksem jest fakt, że obserwują kolegów z branży, którzy osiągają coraz to lepsze sukcesy, widzą, jak wyglądają sylwetki zwycięzców, ale i zdają sobie sprawę z tego, że pod szczupłym ciałem kryje się przede wszystkim wielka energia skumulowana w mięśniach. Wiedzą, że droga do sukcesu to ciężka praca, a nie głodzenie, jednak mimo wszystko odchudzają się, bo psychika każe trwać w postanowieniu.

Dyskusje z powyższymi osobami na temat ich wagi są tematem drażliwym. Każda próba przekonania o błędnym myśleniu, raczej spotka się z krytyką i negacją czy nawet agresją.
Najlepszym z możliwych rozwiązań są wielokrotne rozmowy z autorytetem w danej dziedzinie. Nikt tak nie dotrze do psychiki ambitnego sportowca, jak osoba – wzór. Zrozumienie płynące z ust doświadczonego biegacza, czas poświęcony na wysłuchanie, w którym stopniowo, bez nacisku potrzebująca osoba przyzna się sama przed sobą, że znalazła się w pułapce. Odważy się dać sobie przyzwolenie na otwartą pracę nad problemem.


Bardzo dobrym początkiem jest uświadomienie sobie, że ważąc kilka kilogramów więcej można zachować wszystkie cechy, do których się dąży. Jeżeli osoba przesadnie wychudzona patrzy na siebie z niechęcią, nie chce trwać w tym stanie, ale psychika ciągnie w dół, warto z chęci serca za normalnym życiem spróbować powalczyć z drugiej strony. Bieganie wykorzystać jako narzędzie nie do wyniszczenia, a do zbudowania pięknej, wyrzeźbionej sylwetki.
Zdrowe jedzenie zamiast niejedzenia nie zniszczy pracy włożonej w zrzucenie zbędnych kilogramów, bo połączone z odpowiednią dawką ruchu wymodeluje ciało. Realizacja nastąpi niepostrzeżenie. Dodatkowo odpowiednie, zbilansowane i skrojone pod biegacza pożywienie dostarczy organizmowi wszystkich niezbędnych składników, aby móc budować siłę i wytrzymałość.
Nie ma logiki w morderczym treningu, który zamiast prowadzić po laur zwycięstwa, prowadzi do znienawidzenia pasji.

Mądrość takiego postępowania, co najpiękniejsze, uwolni psychikę od często wieloletniego ciężaru głęboko skrywanego w swojej duszy.

Warto powalczyć o siebie, a bieganie pokochać.
Trwa ładowanie komentarzy...